FLORES I SMOKI Z KOMODO

MAŁE WYSPY SUNDAJSKIE WSCHODNIE: FLORES I KOMODO

Na mojej podróżniczej liście miejsc, które koniecznie chciałam zobaczyć już od dawna zagościła indonezyjska wyspa Flores i jej przyrodnia siostra Komodo, słynąca z największych na świecie, żyjących tu jaszczurek – waranów.

Podczas mojej ostatniej podróży po Indonezji, udało mi się odwiedzić te miejsca i poniżej klika wskazówek i informacji dla Was.

JAK DOTRZEĆ NA FLORES?

Na wyspę Flores dotarłam drogą lotniczą. Leciałam indonezyjskimi liniami Geruda Indonesia z Bali (Denpasar) przez Labuan Bajo – finalnie do Ende, ponieważ z tego miejsca zaczynałam moją podróż po wyspie.  Bilety kupowałam 3 miesiące przed wylotem, więc były stosunkowo tanie, choć gdybym zrobiła to wcześniej można byłoby je kupić w dużo lepszej cenie. Za bilet w tym kierunku zapłaciłam 332,00 zł.

Flores należy do archipelagu Małych Wyspy Sundajskich Wschodnich (indonez. Nusa Tenggara Timur) a jej nazwa wywodzi się z języka portugalskiego i oznacza „wyspę kwiatów”. Wschodnia część wyspy jest porośnięta piękną, gęstą dżunglą. Dzika, górzysta, raczej nie dla miłośników resortowych klimatów czy intensywnego życia nocnego. Brak tu również bankomatów, więc miejcie przy sobie gotówkę.

Zachodnia część Flores jest bardziej rozwinięta, chociaż to co łączy oba rejony wyspy to fatalne drogi, więc planując przemieszczanie się w tej części Indonezji miejcie to na uwadze. Ceny na Flores są wyższe niż na Bali. Jedzenie i zakwaterowanie jest tu znacznie droższe, choć dalej to ceny azjatyckie, nie europejskie.

Na Flores przybyłam zasadniczo w trzech celach. Chciałam wejść na krater wulkanu Kelimutu i nacieszyć oczy wschodem słońca w tym miejscu, zobaczyć słynnego smoka z Komodo i ponurkować. Flores posiada bowiem jedne z najlepszych na świecie warunków do nurkowania, przejawiających się bogactwem raf zarówno pod względem ogrodów koralowych jak i mnogości gatunków ryb. Ostatniego punktu mojego „programu” nie udało się zrealizować, plany pokrzyżowała matka natura, a zweryfikowała rozwaga. 28 września 2018 r. kiedy przebywałam na Flores – na sąsiedniej wyspie Celebes miało miejsce ogromne trzęsienie ziemi, które spowodowało powstanie 6 metrowej fali tsunami. W wyniku tego kataklizmu zginęło ponad 2 tysiące osób. Mając świadomość możliwości wystąpienia wstrząsów wtórnych w tym regionie, zdecydowałam się wcześniej niż zakładałam wrócić na Bali i przebukowałam bilety lotnicze.

WULKAN KELIMUTU

Wulkan Kelimutu leży na terenie Parku Narodowego i jest uznawany za jedną z największych atrakcji wyspy Flores. W kraterze Kelimutu (1690 m n.p.m.) znajdują się trzy różnokolorowe jeziora, zmieniające swoją barwę na skutek zachodzących w ich wodach reakcji chemicznych. Samo słowo „kelimutu” oznacza wrzące jezioro. Jeziora wulkanu Kelimutu uznawane są również przez lokalną ludność za miejsce spoczynku martwych dusz, a legenda głosi że najbardziej na zachód położone jezioro to “jezioro starych ludzi, środkowe to „jezioro chłopców i dziewcząt, a wschodnie  “jezioro złych duchów”.

Wędrówki na Kelimutu rozpoczynają się w wiosce Moni. Na trekking warto wyruszyć nocą by zdążyć przed wschodem słońca i spowiciem szczytu we mgle. Z wioski Moni najlepiej zorganizować sobie dzień wcześniej transport samochodem pod sam teren Parku Narodowego Kelimutu, ponieważ pokonywanie tego odcinka drogi w ciemności – jest pozbawione większego sensu, a nawet z racji braku oświetlenia ulicznego – dość niebezpieczne. Transport załatwcie z miejscowymi, nie powinien kosztować więcej niż 200 tys. rupii za samochód w jedną stronę. Ja jechałam jeszcze z 3 innymi osobami, więc koszt transportu na głowę wynosił 50 tys. rupii (ok. 13 zł). Drogę powrotną do wioski Moni pokonałam pieszo (kilkanaście kilometrów) i był to super pomysł. Trekking przez tutejszą dżunglę, lokalne wioski dał możliwość obserwacji codziennego życia tutejszych ludzi. Polecam!

Bilet wstępu do Parku Narodowego Kelimutu to kosz 150 tys. rupii. Trekking jest raczej łatwy, w ciągu 40 minut powinniście być na szczycie. Weźcie ze sobą coś ciepłego i nie zapomnijcie o wodzie. Jeżeli będziecie wchodzić na szczyt w nocy dobrze sprawdzi się też czołówka i koc, który możecie zapakować do plecaka. Czekając na wschód słońca jest dość zimno. Herbata w termosie i kanapki też będą super opcją!

Widok na krater wulkanu podczas wschodu słońca jest bardzo ładny. Nie nastawiajcie się jednak, iż z jednego miejsca zobaczycie trzy jeziora jednocześnie. Jest to nie możliwe. Wszystkie zdjęcia które widzieliście zapewne w internecie, są robione z góry (dron). Ja polecam przejście na drugi koniec krateru (trzeba się trochę wspiąć) skąd moim zdaniem widok jest dużo ładniejszy i spokojniej z tego miejsca można podziwiać piękno matki natury i samego krateru wulkanu. Fajnie było zobaczyć to miejsce, ale szczerze, nie uznałabym go za największą atrakcję wyspy Flores. Dużo piękniejszy jest widok z szczytu wyspy Padar, o którym za chwilę …

LABUAN BAJO

Najbardziej rozwiniętym miastem na Flores jest Labuan Bajo, położone na zachodzie wyspy. Labuan Bajo tętni życiem, jest tu pełno hotelików, guest hausów, przytulnych pubów i restauracyjek. Szybki rozwój tej części wyspy wiąże się z coraz intensywniejszym ruchem turystycznym, a między wschodem a zachodem Flores jest przepaść rozwojowa. Labuan Bajo stanowi super punkt wypadowy na pobliskie mniejsze wysepki, w tym do największej atrakcji tego regionu Indonezji – Parku Narodowego Komodo.

Bez problemu znajdziecie tu lokalne biura podróży, które rosną jak grzyby po deszczu i oferują wszystko co może Was zainteresować. Ja zdecydowałam się na jednodniową wycieczkę na wyspę Komodo, połączoną ze zwiedzaniem Parku Narodowego, trekking na punkt widokowy na wyspie Padar, zobaczenie słynnej Pink Beach i snurkowanie w Manta Point. Dobra rada: przed wyborem lokalnego biura, porównajcie ceny w kilku z nich i targujcie się! Koszt mojej wycieczki wynosił 350 tys. rupii, choć początkowo sprzedawca chciał 400 tys. To co ważne, a o czym niekoniecznie poinformują Was w lokalnym biurze, to fakt, iż cena jaką płacicie za wycieczkę, nie zawiera biletu wstępu do Parku Narodowego Komodo i tamtejszej opłaty klimatycznej. Na miejscu będziecie musieli dopłacić jeszcze 150 tys. rupii, więc bądźcie przygotowani na ten wydatek.

Wycieczki zaczynają się z reguły wcześnie rano:  5:00 – 6:00, więc dzień wcześniej warto iść wcześniej spać. Nie musicie nastawiać budzika, o świcie w Labuan Bajo obudzi Was z pewnością nawoływanie imamów z lokalnego meczetu, które ja osobiście uwielbiam. Te dźwięki zawsze kojarzą mi się z egzotyką i podróżami!

Z reguły wszystkie lokalne biura, które organizują wycieczki na pobliskie wyspy zapewnią Wam w cenie obiad, owoce i wodę. Jeżeli nie jecie mięsa, warto wspomnieć o tym wcześniej. Jeśli w planie podróży macie wyspę Padar – koniecznie weźcie ze sobą adidasy.

PADAR ISLAND

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wyspy Padar, do której płynęliśmy łódką ok 2 godziny. To był pierwszy i zdecydowanie najlepszy punkt tego dnia. Wyspa jest rzeczywiście przepiękna a punkt widokowy, na który po prostu musicie się wdrapać to strzał w dziesiątkę. Widok z tego miejsca jest spektakularny! Wspaniały krajobraz całej wyspy, oblany turkusowymi wodami Morza Flores.

KOMODO

Kolejna wyspa – Komodo – zaskoczyła mnie, ale nie do końca jestem przekonana czy na plus. Teren Parku Narodowego i wszystko co z nim związane stał się lokalnym super biznesem. Po wejściu na teren Parku otrzymacie obowiązkowego przewodnika, który oprowadzi Was po parku.

Ciekawa jestem czy i Wy zobaczycie potężnego warana siedzącego przy niewielkiej sadzawce wody ? Rzeczywiście jest piękny, wygląda trochę jak prehistoryczny gad. Ale co wzbudziło początkowo moją ciekawość, a potem zaniepokojenie to fakt, iż obserwowany waran był bardzo spokojny, mimo, że otaczało go kilkanaście osób, a każda z osób z którą rozmawiałam później o wyspie Komodo i wrażeniach z tego miejsca, widziała warana w tym samym miejscu, czyli przy wspomnianej sadzawce. Nie chce wysnuwać spiskowych teorii o tym czy w/w waran (bo żadnego innego prawdopodobnie nie zobaczycie) jest czymś nafaszerowany, jak tajskie tygrysy z którymi turyści robią sobie zdjęcia – pozostawiam to do Waszej oceny.

PINK BEACH

Pink Beach, czyli różowa plaża to ściema. Zdjęcia z intensywnym kolorem różowego piasku jakie zobaczycie na Instagramie są mocno podkręcone kolorystycznie. Plaża ma rzeczywiście lekko różowawy odcień, zawdzięczając go drobnym szczątkom koralowca, który produkuje czerwony pigment na rafie koralowej. Jeżeli jednak spodziewacie się piasku różowego jak koloru szminki na ustach barbie, to będziecie rozczarowani. Jak chcecie przekonać się na własne oczy – pojedźcie i zobaczcie. Moim zdaniem nie warto.

Co jeszcze zabawniejsze, to fakt, że łódka którą podróżujecie, prawdopodobnie nie podpłynie na brzeg Pink Beach, żeby Was na nim wysadzić, tylko zatrzyma się kilkanaście metrów od brzegu. Po co? Otóż po to tylko, aby inny łódka, podpłynęła do Was i za jedyne 20 tys. rupii zawiozła Was na pobliski brzeg. Ja osobiście nie lubię takich „atrakcji: i traktowania turysty jak idioty, więc z nich nie korzystam. Wolę w inny sposób wspierać lokalny biznes czy ludzi, zachowując przy tym szare komórki 😉

zupatraveler

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *